Żyć w relacjach

Magdalena Nehring-Gugulska

grudzień 2025

Podziwiamy osoby, które skutecznie realizują swoje cele i osiągają wielkie sukcesy. Ale nieraz widzimy, że wiąże się to z wyrzeczeniami w zakresie relacji z bliskimi. Mówią o tym sportowcy, mówią menedżerowie… Coś za coś – dodają. Choć wszyscy pragniemy miłości, kontaktów, wsparcia bliskich, współdziałania, to wiemy, że zbudowanie relacji wymaga czasu i zaangażowania. A czas nie jest z gumy, więc zależnie od okresu życia żonglujemy nim tak, aby pogodzić realizację zadań z podtrzymywaniem więzi. Podstawową bazą dla naszych relacji jest grupa rodzinna. To w niej mamy idealne warunki do „trenowania” wielu umiejętności społecznych takich jak choćby: inicjowanie działań, negocjowanie, dostosowywanie się, współodczuwanie, pomaganie, współodpowiedzialność i poznawanie różnorodności ludzkich. Później zdobyte w rodzinie umiejętności społeczne przekładamy na tworzenie relacji w grupach rówieśniczych, zawodowych, społeczności lokalnej. Psychologowie zaraz krzykną: Oj, żeby tylko te relacje były prawidłowe! To prawda, wtedy będzie jeszcze łatwiej, bo będziemy budować korzystając z dobrych, wgranych już wzorców. Jednak nawet trudne relacje z bliskimi uczą nas życia, które przecież na żadnym etapie idealne nie jest i nie będzie. A wciąż oceniając i odrzucając nieidealne relacje w końcu zostaniemy sami w swoim idealnym świecie.

NIE SZUKAJ IDEAŁU TYLKO TWÓRZ WIĘZI AKCEPTUJĄC INNYCH

Gdy opowiadam komuś o dużej rodzinie, odpowiedzialności, wielopokoleniowych relacjach, świątecznym i weekendowym zamieszaniu, małych i wielkich zgryzotach i radościach, o wysiłku organizacji spotkań lub wyjazdów, to niejeden pyta – nie jesteś tym zmęczona? po co tak się angażujesz? Tyle nie lepiej odpuścić? czas wykorzystać dla siebie? A ja po prostu to kocham i bez tego trudno byłoby mi żyć. A te nawet bardzo trudne sytuacje rodzinne zawsze bilansują się z wydarzeniami pełnymi pozytywnych emocji, to taka „coca-cola z lodem” na co dzień.

Nie unikniemy tego, że w każdej grupie ludzi będą miłe i niemiłe sytuacje. Będą emocje, które nas wzmocnią, ale też i takie, które nas osłabią lub nawet „rozwalą”. Nie mniej myślę, że to i tak w finalnym rozrachunku jest lepsze niż samotność. Bycie samemu kusi wygodą, ciszą, spokojem, realizacją swoich potrzeb w dowolnej formie i w dogodnym czasie. Więc jak najbardziej można zrozumieć wybór takiego życia, a już na pewno zaakceptować, jeśli nam się tak ułoży. Czy jednak wtedy nie warto troszkę zainwestować w relacje w innej grupie niż rodzinna? Myślę, że to cenne dopełnienie, z którego nie warto rezygnować. Moja nieżyjąca już przyjaciółka, lekarka Ania, powiedziała mi w ostatnich rozmowach: Nic nie jest dla mnie ważne, kariera i sukcesy poszły w niepamięć, ważny jest tylko czas spędzany z rodziną i wsparcie jakie okazują mi pacjenci, z którymi tyle lat miałam bliskie kontakty. Zapamiętałam tę mądrość jej spełnionego, choć krótkiego życia.

ŻYJ W RELACJACH, BO JEST TO KORZYSTNE DLA ZDROWIA

Naukowych faktów tego fenomenu znajdziemy w literaturze bardzo wiele, ale najbardziej cenne doniesienia to wieloletnie, prospektywne obserwacje oparte na szczegółowych wywiadach, statystykach zachorowań i analizach wyników badań biochemicznych, obrazowych i genetycznych. Analizy dotyczą często znanych z długowieczności regionów, grup etnicznych, ale nie tylko.

ROSETO

Jedną z najstarszych i bardzo przemawiającym do wyobraźni jest obserwacja maleńkiej miejscowości Roseto w Pensylwanii, w USA, w której od ponad dwóch pokoleń mieszkali włoscy imigranci. Ich lekarz rodzinny Benjamin Falcone zwrócił uwagę, że w swojej 17-letniej praktyce nie spotyka zawałów serca w tej populacji przed 65 rż. Zainspirowani tym stwierdzeniem badacze: lekarz Stewart Wolf, profesor Wydziału Medycyny Uniwersytetu w Oklahomie i socjolog John Bruhn z Uniwersytetu Północnej Arizony przeanalizowali karty zgonów od 1955 do 1961 roku oraz dokumentację od lokalnych lekarzy i stwierdzili, że faktycznie wskaźnik śmiertelności z powodu zawału mięśnia sercowego u obu płci był niezwykle niski, niższy o połowę niż w sąsiednich czterech miasteczkach, a także ogółem w USA. Najbardziej uderzające były jednak różnice w zgonach mężczyzn, nie odnotowano żadnego do 47 rż. do 64 rż. były rzadkością i (1).

Zachęceni wynikami pilotażu rozpoczęli obserwację żyjących tam osób. Badacze prowadzili wnikliwe wywiady, opisywali życie mieszkańców i ich potomków, analizowali czynniki ryzyka chorób, wykonywali badania diagnostyczne w kierunku m.in. chorób serca, płuc, otyłości, cukrzycy i in. Przeanalizowali karty zgonów od 1935 do 1985 roku. Zbierali i publikowali wyniki z różnych okresów: 1962-65 (2 faza), 1966 -1970 (3 faza) (2), do 1978 (4 faza) (3), a finalnie wykonali follow-up od 1985 do 1988 roku (5 faza). (4). W ten sposób udokumentowali fenomen nazywany do dziś efektem Roseto. Nazwę miasteczku nadali w 1882 roku imigranci z Roseto Val Fortore leżącego w regionie Apulia, którzy dzięki energicznemu księdzu Denisco, zadomowili się w nowym kraju, tworząc zwartą społeczność 1,6 tysiąca Włochów. Kultywowali swój tradycyjny styl życia: mieszkanie w wielopokoleniowych rodzinach, wspólne uprawianie pól, winnic, gotowanie, biesiadowanie, radowanie się i dzielenie troskami dnia codziennego, huczne obchodzenie świąt kościelnych i ważnych wydarzeń, szacunek do starszych członków społeczności, zaangażowanie, odpowiedzialność za wspólne sprawy (wybudowali kościół, szkołę, park, cmentarz). Przestępstwa prawie się nie zdarzały, a ludzie nie występowali o pomoc socjalną, choć zarobki mieli niskie. 22 zarejestrowane stowarzyszenia, czyli średnio 1 na 70 mieszkańców, były dowodem na potrzeby wspólnego działania pro publico bono. Cztery sąsiednie miasteczka, z którymi porównywano Roseto, to Bangor, gdzie mieszkali głównie imigranci z Walii i Danii, wyłącznie niemieckie Nazareth, oraz zróżnicowanie etnicznie Strudsbourg i East Struodsbourg, w sumie 5 tysięcy ludzi. Jednak w przeciwieństwie do Roseto, nie tworzyli oni zwartej społeczności.  Czwarta faza badań została opisana szczegółowo w monografii The Roseto Story. An Anatomy of Health wydanej przez Uniwersytet w Oklahomie (3). Wykazano, że nie tylko wskaźnik zawałów, ale też zachorowań na chorobę wieńcową był znacznie niższy w Roseto, pomimo tych samych czynników ryzyka wśród mieszkańców Bangor i Nazareth (w tej fazie tylko te wzięto pod lupę). Mężczyźni z całej okolicy wykonywali podobną pracę fizyczną w kopalni, w podobnym odsetku palili papierosy, spożywali alkohol, nasycone kwasy tłuszczowe, a wskaźniki hipercholesterolemii, otyłości i nadciśnienia tętniczego nie różniły się znacząco. Z biegiem lat zniknęły różnice pomiędzy Roseto a okolicą pod względem długości życia oraz częstości występowania chorób sercowo-naczyniowych i zgonów z powodu zawałów serca. Zmiana ta, zauważalna w statystykach od 1964 roku, była ściśle powiązana ze zmianami kulturowymi, jakie wprowadzało nowe pokolenie: rozwój gospodarczy miasteczka, poprawa warunków materialnych, zmiana filozofii życia i zwyczaje zbliżone coraz bardziej do amerykańskich. Nadal nie odnotowano znaczących różnic dotyczących diety, aktywności fizycznej, odsetka nadciśnienia tętniczego, otyłości, podwyższonego poziomu cholesterolu. Narodowość i pochodzenie etniczne nie są czynnikami wprost powiązanymi z chorobami serca. Geny również okazały się bezsilne wobec wpływu środowiska, co pokazały końcowe fazy badań. Badacze nie znaleźli innego wytłumaczenia dla zdumiewającej długowieczności i dobrej kondycji zdrowotnej Włochów z pierwszych faz badań niż wpływ więzi społecznych, które odróżniały tę grupę od pozostałych. (5, 6)

Kolejne prace potwierdzają „efekt Roseto”, ukazując, że samotne życie lub poczucie wyobcowania może mieć większy niekorzystny wpływ na stan zdrowia niż powszechnie uznane czynniki ryzyka skracające życie.

 

HARVARD STUDY OF ADULT DEVELOPMENT

Na uwagę zasługuje jedno z najdłuższych, 87 letnie badanie prospektywne the Harvard Study of Adult Development (7). To analiza 724 osób oraz ich potomstwa. Rozpoczęto je pod kierunkiem Clarka Heath`a w 1938 roku rekrutując 268 studentów uczelni (Grant Study) (8). W drugiej fazie badań, w końcu lat 60-tych dodano 456 chłopców, 11-16 letnich, z biedniejszych dzielnic Bostonu (Glueck Study) (9). Od 2004 roku dołączono żony uczestników obu projektów, a następnie 1312 potomstwa – 56% z Grant, 44% z Glueck Study.  Kierownicy projektu zmieniali się, ale każdy z 4-ech wnosił wkład w ostateczne wyniki. Prowadzono wnikliwe wywiady dotyczące wielu aspektów życia osobistego i zawodowego oraz masę pomiarów od antropometrycznych po badania funkcjonowania mózgu (EEG), a nawet analizę pisma. W drugiej fazie możliwości technologiczne poszerzyły się, włączono badania DNA i rezonans magnetyczny (MRI) wszystkich organów ciała. Szczegółowe analizy przeprowadzane co roku odkrywały przed badaczami coraz bardziej zaskakujące zależności. W tamtych czasach ogromną wagę przywiązywano do genów i sprawności umysłu, mało kto mówił o empatii czy więzi. A to właśnie dobre relacje z bliskimi i społecznością okazały się tym, co wpływało na długość życia i poczucie szczęścia uczestników badania bardziej niż pieniądze, sława, pozycja społeczna, IQ czy geny. Ku zaskoczeniu badaczy analizy pokazały, że ważniejszym prognostykiem zdrowia w wieku 50 lat nie był poziom cholesterolu, a jakość więzi z bliskimi. Z kolei  80-latkowie szczęśliwi w małżeństwach lepiej znosili dolegliwości bólowe i mieli lepszy nastrój niż ci, którzy nie mieli dobrych relacji w związkach. Z kolei kobiety żyjące w dobrych związkach miały lepszą pamięć i mniej stanów depresyjnych niż te, które miały konfliktowe relacje. Badacze określili samotność jako stan zagrożenia, z którym organizm próbuje walczyć uruchamiając mechanizmy obronne układu immunologicznego. Starzenie uznano za proces, na który możemy mieć wpływ. W lepszej będziemy formie dbając o ciało poprzez 1/aktywność fizyczną, 2/optymalną masę ciała, 3/unikanie alkoholu i papierosów. George Vaillant, autor podsumowania tej fazy badań zauważył, że 4/wyższy poziom edukacji wśród mieszkańców miasta korelował z rezygnacją z nałogów, lepszym odżywianiem i niższą masą ciała. Ale 5/dbanie o więzi, zwłaszcza te najbliższe, to inwestycja w zdrowie psychiczne, pomagająca rozwinąć 6/ dojrzałe mechanizmy radzenia sobie z porażkami albo sukcesami. „Samotność zabija jak alkohol i papierosy” stwierdził psychiatra z Harvard Medical School, dr Robert Waldinger, czwarty z kierowników badania od 2004 roku. Badacze podkreślają, że poziom zamożności i status społeczny rodziny, z której pochodzimy, nie determinują szczęśliwego życia. Szansę ma każdy i można zacząć stosować 6 zasad Vaillant`a w każdym wieku! (10, 11)

 

OXFORD POPULATION HEALTH

Warto dołożyć ważną pracę naukowców z Uniwersytetu w Oksfordzie, którzy analizowali dane pół miliona osób z brytyjskiego Biobanku (n = 492567), w którym oprócz historii chorób przechowywane są również sekwencje genów. Przez 12,5 roku analizowano powiązanie czynników zewnętrznych (exposomu) oraz genetycznych (genomu) z przedwczesną śmiertelnością (przed 75 rż.) w wyniku 25 głównych chorób związanych z wiekiem. Następnie u 45441 osób powiązano te czynniki z proteomicznym zegarem starzenia, który szacuje wiek biologiczny człowieka na podstawie analizy bioinformatycznej tysięcy białek w próbce krwi. Badania wykazały, że geny są ważne, ale warunki życia i środowiska mają 10-krotnie istotniejszy wpływ na wiek biologiczny i ryzyko przedwczesnego zgonu (17% vs 2%). Genetyka rzuca kostką, ale to my rozdajemy karty – stwierdził Austin Argentieri, kierownik badania. Spośród 164 czynników środowiskowych, 25 uznano za najistotniejsze dla długości życia. Największy negatywny wpływ ma palenie tytoniu, które było powiązane z 21 chorobami, niski status socjo-ekonomiczny (brak własnego mieszkania, niskie dochody, brak pracy) oraz poczucie permanentnego zmęczenia  (wiązano z 19 chorobami). Wśród czynników pozytywnie oddziałujących na długość życia w czołówce znalazło się życie ze stałym partnerem, wyższy status socjo-ekonomiczny oraz aktywność fizyczna, a także jakość i długość snu. Zdaniem naukowców stabilny związek, pomaga radzić sobie z codziennością i zapewnia równowagę w życiu. Co ciekawe badani czarnoskórzy i pochodzenia azjatyckiego obywatele UK żyli dłużej niż biali, pomimo częstszego niższego statusu socjo-ekonomicznego i gorszego dbania o siebie. Badacze przypuszczają, że wpływ mają różnice kulturowe w zakresie społecznych więzi i wsparcia, ale wymaga to jeszcze potwierdzenia w badaniach (12)

ŻYJĄC W RELACJACH ŁATWIEJ PRZETRWAĆ KRYZYSY

Wsparcie, którego może udzielić nam grupa, do której przynależymy, jest czymś absolutnie bezcennym, choć często nie myślimy o tym. Jednak to „Przyjaciela poznaje się w biedzie” jak mówi ludowa mądrość, a „Problem przeżywany wspólnie waży o połowę mniej, jak niesiona razem paczka”. Jest to szczególne ważne dla najsłabszych jednostek, które pod wpływem zewnętrznych zagrożeń lub innych źródeł stresu, są bardziej narażone na wystąpienie epizodów  depresyjnych, (13, 14) Badacze Wolf i Bruhn, wykazali, że życie w silnych relacjach ze społecznością daje wsparcie w problemach, obniża napięcie, niweluje strach, wyobcowanie i rozpacz wywołane np. stratą bliskiego, utratą pracy i in. Zauważono, że wiara i silne więzi ze wspólnotą obniżały znacznie ryzyko wystąpienia depresji nawet w obliczu problemów finansowych, rodzinnych i in. (6) Podobne wnioski mieli badacze z Harvardu, to więzi z bliskimi dawały ludziom poczucie sensu i wartości ich życia, łagodziły psychiczne i fizyczne problemy. (7) Zauważono, że ludzie starsi, którzy czują się wyobcowani i samotni, są 2 razy bardziej narażeni na wystąpienie choroby Alzheimera (15). Prawdopodobnie fenomen ten jest powiązany z wpływem więzi czy izolacji społecznej na poziomy hormonów i markerów zapalnych np. białka C-reaktywnego, interleukiny 6, ale wymaga to jeszcze wielu badań wyjaśniających tę tezę. (10)

OTWÓRZ SIĘ I ZACHWYĆ ŻYCIEM INNYCH

Łatwo powiedzieć – żyj w relacjach – trudniej wykonać. Zapytacie – kiedy? gdzie? jak? Sztuką jest połączenie czasu i okoliczności z okazywaniem empatii i szacunku dla drugiej osoby. Jeśli nie mamy dobrych wzorców w tej sztuce, nie pozostaje nic innego jak podpatrywać mistrzów. Nie raz obserwowałam z zachwytem ludy bałkańskie biesiadujące w grupach rodzinnych w tawernach, ale też na trawnikach, polanach, plażach. Muzyka, śpiew, taniec. Natłok relacji! I radość z bycia.  Zachwyca mnie też ile czasu Grecy czy Włosi mogą spędzać w ciągu dnia przy filiżance kawy gawędząc z sąsiadami. I ileż tych filiżanek można dziennie wysączyć w powolnym tempie. Zarówno z przyjacielem jak i napotkanym w barze nieznajomym. Jak łatwo tym nacjom przychodzi przedkładanie rozmowy nad dokończenie zadania. Nie raz widziałam jak grecki kierowca zatrzymywał autobus, aby wymienić kilka słów z innym kierowcą. Oburzali się turyści. A co w tym złego? Ileż warte było te kilka minut opóźnienia? Odwiedziłam dwa miejsca w Europie, gdzie żyje się najdłużej. Na wyspie greckiej Ikaria czas płynie swoim tempem, nikt się nie spieszy. Godziny otwarcia sklepów są raczej umowne, więc życie toczy się bez napięcia. Mieszkańcy darzą siebie i turystów zaufaniem, emanują dzięki temu spokojem. Z kolei Sardynia urzeka pięknem 160 plaż, a piękne miejsca skłaniają do wyzbycia się smutku i pośpiechu. Ale Sardyńczycy tworzą też szczególną społeczność kultywując swoje tradycje. Podczas religijnej procesji miejscy włodarze z ratusza sypali płatki kwiatów na wiernych, co przypomniało mi, jak ważnym filarem tworzenia więzi jest szacunek, zwłaszcza do starszych i do własnej historii, tradycji. Coś, co było nieodłącznym elementem życia w Roseto. Nic więc dziwnego, że w Europie to Włosi żyją najdłużej, a na świecie w długowieczności biją ich tylko Japończycy. (13)

CARPE DIEM!

Piśmiennictwo:

  1. Stout C., Marrow J., Brandt E. N., jr, Wolf S. Unusually low incidence of death from myocardial infarction. Study of an Italian American community in Pennsylvania. Jama. 1964 jun 8;188:845–849. Doi: 10.1001/jama.1964.03060360005001.
  2. Roseto revisited: further data on the incidence of myocardial infarction in Roseto and neighboring Pennsylvania communities S WolfK L GraceJ BruhnC Stout Trans Am Clin Climatol Assoc 1974:85:100-8
  3. Bruhn JG, Wolf S. The Roseto Story: An Anatomy of Health. Norman: University of Oklahoma Press; 1978.
  4. Roseto, Pennsylvania 25 years later- highlights of a medical and sociological survey. S WolfR C HerrenkohlJ LaskerB EgolfB U PhilipsJ G BruhnTrans Am Clin Climatol Assoc1989;100:57–67.
  5. The Roseto effect: a 50-year comparison of mortality rates. Egolf B, Lasker J, Wolf S, Potvin L. Am J Public Health. 1992 Aug;82(8):1089-92. doi:10.2105/ajph.82.8.1089.PMID: 1636828
  6. Wolf S, Bruhn JG. The Power of Clan. The Influence of Human Relationships on Heart Disease. New Brunswick, NJ: Transaction Publishers, 1993
  7. Mineo L, Harvard Staff Writer. Good genes are nice, but joy is better. April 11, 2017 Harvard Gazette
  8. Vaillant GE (1977). Adaptation to life. Harvard University Press.
  9. Glueck S, & Glueck E (1968). Delinquents and nondelinquents in perspective. Harvard University Press.
  10. Waldinger RJ, & Schulz MS (2016). The long reach of nurturing family environments: Links with midlife emotion-regulatory styles and late-life security in intimate relationships. Psychological Science, 27(11), 1443–1450.
  1. Atherton OE, Graham EK, Dorame AN, Horgan D, Luo J, Nevarez MD, Ferrie JP, Spiro A, Schulz MS, Waldinger RJ, Mroczek DK, Lee LO. Is there intergenerational continuity in early life experiences? Findings from the Harvard Study of Adult Development. J Fam Psychol. 2023 Dec;37(8):1123-1136. doi: 10.1037/fam0001144.
  2. Argentieri, M.A., Amin, N., Nevado-Holgado, A.J. et al.Integrating the environmental and genetic architectures of aging and mortality. Nat Med 31, 1016–1025 (2025). https://doi.org/10.1038/s41591-024-03483-9
  3. Michał Szatiło. Volantification Czym jest Dolce Vita?
  4. Steven D Barger.Social integration, social support and mortality in the US National Health Interview Survey Psychosom Med 2013 Jun;75(5):510-7. doi: 10.1097/PSY.0b013e318292ad99.
  5. Holt-Lunstad J, Smith TB, Layton JB. Social relationships and mortality risk: a meta-analytic review. PLoS Med. 2010 Jul 27;7(7):e1000316